ZUS – symbol finansowego terroru w Polsce

Dzisiaj na poważniej niż zwykle. Nasza przyszłość, nasza zasrana przyszłość. Cóż, w momencie rozpoczęcia „legalnego” zarobkowania każdy z nas oddaje swoje pieniądze, aby pracowały na naszą przyszłą emeryturę (jeśli jej dożyjesz, jako szczęśliwy 67latek). O filarach i OFE pisał nie będe, bo musiałbym skopiować to, co znajdziecie w internecie sami w kilkanaście sekund – więc zwyczajnie mi się nie chce na to tracić czasu. W każdym razie, w normalnym kraju powinieneś wypracować spokojnie przez te 40-50 lat pracy tyle, aby nawet przy minimalnych inwestycjach wystarczyło Ci na naprawdę godziwe życie przez ostatnie kilkanaście lat.

Normalnym kraju. He, he, he. Czy potrzebujesz dowodów, że my takim krajem nie jesteśmy, przynajmniej w kwestii przyszłości? W każdym razie, nasze odłożone pieniądze nie procentują, tylko są na bieżąco przeżerane. Przez wszystkich ulgowiczów (nauczyciele, mundurówka, górnicy), a przede wszystkim przez dwie fantastyczne instytucje – ZUS i KRUS.  Zacznijmy od tego drugiego, który jest w założeniu stworzony dla rolników a jego budżet wynosi według Wikipedii 16,5 mld złotych. A ze składek wpływa ledwo 1,4 mld.
Skąd 15,1 mld złotych? Jeśli nie wiesz, to jesteś idiotą – oczywiście z budżetu państwa. 15 miliardów złotych co roku w pizdu!

A ZUS? Jest trochę lepiej, ale i tak brakuje ludzi finansujących system. A coroczny koszt funkcjonowania naszych drogich urzędasków wynosi 4 miliardy złotych. I ktoś się dziwi, czemu dostaje głodowe emerytury? A będzie jeszcze gorzej, bo mamy niż demograficzny. Czeka nas albo krach systemu, albo wydłużenie wieku emerytalnego do 75-80 lat, albo przesunięcie wydatków z innych sfer życiowych (zapomnij o wszystkich przywilejach lub inwestycjach, przywitaj większe ceny i podatki).

W skrócie, jesteśmy w dupie. Nie lepiej byłoby poprostu zostawić te pieniądze w kieszeni, licząc na właściwe zainwestowanie ich w przyszłości przez podatnika? Stopa wzrostu byłaby dużo większa, niż w ZUSie – a już z pewnością nie ponosilibyśmy wszyscy kosztów starzenia się innych. Każdy pracuje na siebie i swoją rodzinę. Pracuje do momentu, gdy nie dojdzie do wniosku że wystarczy mu na resztę życia. Jeden odejdzie w wieku 45 lat, drugi 60, a trzeci ma lekką pracę i odejdzie na emeryturę mając 80 lat. Oczywiście, byliby tacy którzy przeżeraliby wszystko w danym momencie, zostając bez odłożonych środków na przyszłość – ale czy tak nie działała od zawsze selekcja naturalna, która pozbawiała świat największych idiotów? Jest to bezduszne, ale konieczne jeśli nie chcemy wszyscy żyć w nędzy.

Ale nawet dla nich jest nadzieja. Rodzić i wychowywać dzieci jak dawniej, w czasach „najostrzejszego” kapitalizmu (XIX wiek), gdy rodziny poniżej 5 dzieci należały do rzadkości, a emerytur…nie było. I ludzie żyli? Żyli! Świat się rozwijał, jak nigdy wcześniej? Rozwijał! Więc rób te bachory, człowieku – chociaż wprowadzenie powyższego pomysłu jest niemal niemożliwe przez opór wszelkich organizacji pseudohumanitarnych i wygodę urzędasów, którzy zarabiają na naszej biedzie (a i łapóweczki od czasu do czasu można zgarnąć), to w obecnym systemie i tak zostaje Ci liczyć na…dzieci. Wątpisz? To wyżyj z 1200 złotych emerytury. Myślisz, że odłożysz coś wcześniej? Bzdura, wyższe podatki Ci nie pozwolą.

Miłej zabawy. Przynajmniej na to przy zapewnianiu sobie przyszłości w postaci dzieci nikt Ci podatku nie nałoży. Chyba, że masz bezduszną żonę i bez kupienia butów się nie obejdzie :D