Kot prawdę Ci powie.

Pozwoliłem sobie na sparafrazowanie tytułu znanego polskiego filmu, którego tytuł doskonale odwzorowuje próby wpływania na młode pokolenia i przekazywania im własnych wartości. A przynajmniej takich wartości, które w waszych głowach są na ręke osobie wygłaszającej rady i opinie. Szczerze, bawiło mnie niemal od zawsze to, jak przykładowo znana i lubiana w środowiskach ortalionowych FIRMA wygłasza w swoich tekstach wskazówki jak być prawilnym, jak należy traktować policję itd, itp. Szkoda, że w momencie pojawienia się podróbek bluz z symbolem JP (tak, tak, Jestem Porządny) sprawa zahaczyła o Policję… Zresztą, sami posiadacze takich bluz także niezbyt stosują się do ich przekazu… (nie chce mi się przepisywać, kliknij tutaj)

Po narażeniu się środowisku fanów hip-hopu zmienię temat – bo nie tylko oni stosują takie takie chwyty, i wiele osób ( z władzy, z telewizji, z mojego otoczenia) próbuje mi wmówić, jak powinien wyglądać świat – i chce narzucić zarówno mi, jak i innym jego wizję. Mam dla takich osób tylko trzy słowa. Czy Was pogięło?

Jaki jest najważniejszy argument wszystkich osób, które chcą nam czegoś zabraniać lub wskazywać, jak być powinno? Bo tak jest dobrze, i taki świat chcemy widzieć. Popularne jest to zwłaszcza w kręgach konserwatywnych, które dla swojego „spokoju ducha” pragną zabronić różniącym się od nich osobom równych praw, oraz nie dopuszczają do jakiejkolwiek racjonalnej dyskusji (słowo klucz, będzie niżej powtarzane) na tematy światopoglądowe.

Nie ma u nas racjonalnej dyskusji na temat aborcji, ponieważ „prawa” strona wysuwa argument związany z nauką Kościoła, oraz nazywa drugą stronę zabójcami nienarodzonych dzieci (niektórzy, jak były minister sprawiedliwości nawet je słyszą). Nie ma u nas racjonalnej dyskusji na temat związków partnerskich, bo pewien czarnoskóry poseł boi się kolejnych liberalnych zmian. Grunt to dobry argument, prawda?  To samo mamy z rozmową na temat zakazu palenia marihuany (chociaż tutaj paluchy macza też mafia), i roli Kościoła w naszym państwie.

Co łączy grupy hip-hopowe z konserwatystami (dwie najwidoczniejsze grupy społeczne, które chcą na nas wpływać), oraz innymi włamującymi się ze swoimi poglądami w nasze umysły? To, że tak naprawdę nie liczy się dla nich nasza jakość życia, nasza wygoda, i nasz los. Liczy się dorażna korzyść, którą mogą przeliczyć w złotówkach lub punktach procentowych. Tylko tyle, i aż tyle. Proste jak budowa cepa, nieprawdaż?

Co możemy z tym zrobić? Olać tych domorosłych demagogów, którzy chcą udawać Bogów i Kruli (ort celowy) w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości, oraz skupić się na rozwijaniu samych siebie. Ewentualnie możesz zawsze stwierdzić, że Victorski próbuje ich zastąpić i zacząć Tobą zdalnie sterować. Od siebie dodam, że lepiej dojść do takiego wniosku, niż żadnego.

PS: Kolejny pseudo-kamień milowy. 5000 odwiedzin. Słabiutko, słabiutko mnie reklamujecie. Bo wiecie, mi nie wypada ;)