Jak się bawić, to się bawić…

Zgodnie z tradycją, już na samym początku lojalnie ostrzegam, iż wpis będzie na tematy związane z piłką nożną (a i to dość lużno) oraz „zadymami” powodowanymi przez tych złych kiboli (pooglądaj TVN24 lub poczytaj „Wyborczą) – więc jeśli nie odpowiadają Ci takie tematy i mówiąc prosto, lecz kolokwialnie „masz je w dupie”, pomiń ten wpis i poczekaj na następny, który powinien odpowiadać Ci bardziej.

Jak każdy kibic wie, są mecze które interesują nas mniej oraz bardziej. Najbardziej interesującymi meczami są zwykle derby miast, które wywołują zawsze ogromne emocje, nawet w przypadku tak „piknikowych” i spokojnych kibiców – przykładem mogą być derby Madrytu (Real-Atletico), Lizbony (Sporting-Benfica), Mediolanu (Milan-Inter) czy Rzymu (Roma-Lazio… no dobra, tutaj jest mniej spokojnie. W końcu SS Lazio). No ale ok, przejdźmy do naszego podwórka. Dwa poważne kluby w jednym mieście mamy w Krakowie, Łodzi i Warszawie. Jasne, na pobliskich terenach ścierają się również Arka i Lechia, oraz kluby Śląskie… no ale mnie chodzi o „prawdziwe” derby jednego miasta.

Niestety (albo stety, dla mieszkańców okolic stadionu) – rywalizacja klubów łódzkich przenosi się na mury, gdzie dzięki inteligentnym fanom mamy już legendarną walkę haseł wyśmiewających lokalnego rywala w stylu „Widzew kuca przy siku” lub „ŁKS jeździ na wakacje do Radomia”. Do tego ŁKS gra w niższej lidze, więc okazji do derbów nie ma. Warszawa? No bez żartów proszę… jedyne derby mamy w trzeciej lidze, gdzie walczy Polonia z… rezerwami Legii. Potencjał kibicowski w gruncie rzeczy jest podobny, spodziewana jest dalsza dysproporcja z naturalnych względów (Legia dominuje w Polsce, Polonia jest w 3 lidze – dodatkowo trwa tam konflikt między prawicową i lewicową grupa kibiców).

Jedynymi w miarę równorzędnymi drużynami z jednego miasta (zarówno kibicowsko, jak i piłkarsko) są drużyny krakowskie, czyli Cracovia i Wisła. Co śmieszniejsze, na terenie dzielnicy o nazwie Nowa Huta „poważną ekipą” jest także Hutnik, co jeszcze bardziej komplikuje kibicowską mapę Krakowa(click). Ciekawie to wygląda, prawda? Ok, wróćmy do Nowej Huty. Tutaj jest jeszcze ciekawiej(click). Trzy kluby na sąsiądujących ze sobą osiedlach? To się nie może skończyć dobrze dla naszych wspaniałych łysych młodzieńców. Pisanie i zamazywanie grafów jest najlżejszą formą rekreacji, ekipy z Krakowa używają w odróżnieniu do pozostałych „grup gimnastycznych” wszelakiego sprzętu, gdzie najsłynniejszymi przykładami stały się zabójstwo kibica Korony o pseudonimie „Małpa” (ówczesna zgoda Cracovii), oraz zaszlachtowanie niejakiego „Człowieka” z Cracovii przez nożowników z Wisły (o którym będzie póżniej). Efekt jest taki, że od pewnego czasu mówiąc Kraków wiele osób nie myśli „Wawel”, „Smok”, „Piękne miasto”, tylko… „nożownicy, brak zasad, zero bezpieczeństwa”.

Generalnie mówiąc, jako Warszawiak mam w większości gdzieś wyniki Krakowskich Derbów. Zakładam, że nawet kibice Wisły i Cracovii mają gdzieś wynik – chociaż wypada dodać iż ostatnio wygrała Cracovia 1:0, ale jeszcze sporo kolejek do końca… czyli generalnie mówiąc, niewiele to zmienia. Za to zawsze interesująca i niezwykle pouczająca jest otoczka derbów, wyczuwalna prawdopodobnie najlepiej na żywo (chociaż nigdy nie byłem na derbach Krakowa… i chyba nie zamierzam dla swojego bezpieczeństwa – sądze, że w każdej dzielnicy Krakowa jako Legionista miałbym „kosę w nery”, ot takie międzyklubowe porozumienie), lecz i w telewizji wystarczy nieco poignorować komentatorów, aby uzupełnić swoją wiedzę o świecie i piłce nożnej. Czego się dowiadujemy? Ano tego, dlaczego Wisła/Cracovia to k…. i co należy z nią robić, że Wisła/Cracovia to żydowski klub, z kim piłkarze(?) powinni jechać, które zdanie z hymnu Cracovii jest śpiewane najgłośniej i czemu jest to „Nigdy nie zejdę na PSY” (z naciskiem na ostatnie słowo). Kilkadziesiąt tysięcy ludzi bawi się także przy wesołej piosence o leżącym w grobie „Człowieku”, i mamy już krakowski folklor w pełni. Odchodząc od dopingu, jakiś rok czy dwa lata temu hitem stała się także sektorówka (oprawa na cały sektor) Cracovii z hasłem „Trenuj sprint wieśniaku”(click). No fajnie, fajnie, ale sam pomysł umieszczania takiego hasła na meczu derbowym, gdzie oba teamy są z Krakowa jest dość… obrażliwe dla samej Cracovii? A wszystko to w pięknej oprawie policyjnej, z gościnnym udziałem posiłków wysłanych z innych województw. Nasze polskie „Igrzyska Śmierci”.

Generalnie mówiąc, uważam że większość ludzi to podatni na manipulację idioci. Derby Krakowa są tego najlepszym przykładem – ludzie są w stanie się zabijać oraz przyjść na mecz tylko po to, by bluzgać przez 90 minut (Bo prób dopingu własnej drużyny nie uświadczyłem), ponieważ zakładają inną koszulkę niż ten stojący za buforowym sektorem. Jasne, rozumiem do pewnego stopnia potrzebę utożsamiania się z własnym klubem, zakładania koszulki, chodzenia na mecze, dopingu, nawet ustawek po lasach czy odpalania rac w celu skanalizowania energii. Dopóki osoby postronne na tym nie cierpią i daje to frajdę – proszę bardzo, zachęcam i sam uczestniczę (no, poza ustawkami). Ale Kraków się wymknął spod kontroli. Tylko ogromne policyjne siły w dniu derbów pozwalają zachować jako-taki spokój. Za publiczne pieniądze. A jak mówią mądrzy ludzie – wystarczy zdjąć policję i zalegalizować broń na dzień derbów… i następne będą spokojne. Lecz kto wtedy będzie podległy manipulacji, skoro najwięksi idioci pójdą za „Człowiekiem”? I gdzie będą przykłady „tych złych kiboli”?