Proroczy tytuł oldschoolowego reality-show. Bardzo proroczy.

 

hqdefault

 

 

Nie ukrywam, że ten blog jest dla mnie już instytucją martwą, mimo tego iż kilka osób (robiąc to z grzeczności lub nie) prosiło o dalsze tworzenie przez moją osobę wypocin, które prawdopodobnie już zawsze będą znaczące (dla mnie, i tylko dla mnie) jedynie ze względu na fakt stracenia kilku-kilkunastu godzin na wypisywanie tutaj. Aczkolwiek…. ostatnio nasunęła mi się pewna smutna myśl. Nie jest ona odkrywcza, nie jest ona szczególnie wyszukana. Jednak po spostrzeżeniu, że wpływa ona coraz częściej na życie moje, oraz kilku przyjaciół chciałbym się jednak podzielić kilkoma rozmyślaniami w tym martwym miejscu, aby oszczędzić męczenia spamem na Facebooku (jak robi to np. jeden z moich znajomych o inicjałach PP).

Do czego piję? Otóż w ostatnim czasie popełniłem na sobie pewien eksperyment (zgodny z Art. 27 KK, zwierzęta również nie ucierpiały). Polegał on na oglądaniu telewizji przez okres 60 minut. 30 minut przeznaczyłem na program Fakty w kochanym TVN, zaś póżniej pranie mojego mózgu próbowały odwrócić Wiadomości dowodzone przez jaśnie wielmożnego prezesa Kurskiego. W tym momencie będzie dla inteligentnego człowieka już wiadome, że „Dwa światy” obejmują ten sam kraj. Mój kraj, Polskę – i co mniej pompatyczne ludzi w nim mieszkających, z naciskiem tych wokół mnie.
O szczegółach opowiadać nie muszę, możecie zobaczyć je sami lub zdać się na opinię odpowiednich do waszych poglądów publicystów, którzy piszą w odpowiednich dla Was gazetach. Ewentualnie możecie nie czytać nic, tak jak 90% naszego społeczeństwa – co rzecz jasna odbija się na wynikach wyborów.

Efekt jest taki, że istnieje w nas podział na dwa plemiona – PiSu i antyPiSu. Celowo nie chcę używać tutaj podziału na lewicę i prawicę, bo wbrew pozorom te dwa stronnictwa nie różni program wyborczy, nie różni ich także stosunek do spraw obyczajowych i gospodarczych. Dlatego oba te stronnictwa dążą do tego, aby wyznaczyć linię różniącą je zupełnie w innym miejscu. Nie chodzi o fakty, tylko o emocje. Co za tym idzie, podział ten jest bardziej niszczący niż to, co wynikłoby z normalnych rozmów pt. obniżyć czy podwyższyć podatki. Skoro jedna i druga partia popierają podział dóbr oparty na coraz wyższych podatkach i rozwijaniu benefitów związanych z opieką społeczną, skoro nikt nie chce legalizacji marihuany, związków partnerskich czy naruszenia status quo w sprawie aborcji, skoro nikt nie chce występować z UE… to trzeba się pokłócić na innej płaszczyźnie.

Trzeba dokonać rozróżnienia pt. „my-oni”. My jesteśmy postępowi, oni to ciemnogród. My jesteśmy patriotami, tam idą zdrajcy. My walczymy o „liberalną demokrację”, oni chcą ją zburzyć. My chcemy zbudować dopiero demokrację, a tam są pachołki Moskwy/Merkel które bronią cudzych interesów.
Gdzieś z boku istnieją również trzy inne plemiona – związane głównie z młodymi. Skrajnie lewicowe, utopistyczne pod patronatem Razem, drugie pod znakami Polski Walczącej – nacjonalistyczne, wewnętrznie niezwykle podzielone. Akurat ten podział jest normalny i pozytywny, ale jest jeszcze ostatnie plemię, jednocześnie najmniej liczne i najliczniejsze – które przeważa zwłaszcza wśród Polonii (oczywiście nie mówię tu o KSP). Czyli takie, które jest najbardziej niebezpieczne, mając również wpływy w PiSie i Anty-Pisie – nazwę je roboczo „Mam to gdzieś, ***** politykę, spadam do Anglii”.

Rozmawiamy w dwóch różnych językach, co uniemożliwia nam komunikację niczym na Wieży Babel. O to właśnie chodzi tym na górze, gdyż nie widzimy prawdziwych problemów – np. długu publicznego, wynikającego z tego że rządzący nami przekupują nas własnymi pieniędzmi. Nie widzimy tego, że zaczynamy sobie ograniczać kręgi własnych znajomych. Kilka razy ostatnio już się dowiedziałem, że ktoś kogoś nie zaprosił na jakieś swoje wydarzenie… ze względu na poglądy polityczne. A wiadomo, że obracając się jedynie w towarzystwie, które ma jednolite poglądy – cofamy się.
Odbieramy sobie prawo do dyskusji, która jest podstawą wybudowania własnego światopoglądu.
To samo, gdy na siłę staramy się unikać polityki, co kończy się tym, iż nasi znajomi głosują za populistycznymi programami w stylu 500+, lub nie mają pojęcia że „dowalenie tym złym najbogatszym” odbije się w końcu na ich samych. Nie pozwólmy, by plemię emigracyjne się powiększało – chociażby dla własnego interesu, aby mieć więcej „ziomków” w kraju.
Mówię tu zwłaszcza o eventach towarzyskich, kiedy to zawsze dochodzi w końcu do dyskusji stricte politycznych (byle nie doszło do tematu aborcji, akurat tam to już frakcje „Morderstwo” i „Wolna Macica” nie mają opcji kompromisu), i przebiegają one… tak, jak charaktery rozmówców. Więc zapraszajmy osoby przyzwoite, a nie buraków o naszych poglądach. Zwłaszcza, że może być nam wstyd, iż te same poglądy co my ma ktoś… hm, niech będzie tu słowo nieeksluzywny (jak to mówi Igor Sypniewski).

Cofamy się, również czytając ciągle to samo. Bez różnicy, czy chodzi o „Newsweek”, „Politykę” czy „Do Rzeczy” lub „Gazetę Polską”. Jeśli chcemy nie dopuścić do najgorszego, wypada poznać… różne punkty widzenia.
Najgorszego, powiadasz… a co będzie najgorsze? Dla mnie będzie to wojna domowa, albo przynajmniej bojówki jednej i drugiej strony ganiające się po ulicach w imię Donka Tuska, Rysia Swetru, Jarka Kaczyńskiego czy innego watażki. Wszystko w ostatnich miesiącach przyśpieszyło tak bardzo, że zaczynam się poważnie zastanawiać dokąd dojdziemy. Czy skończy się na cyklicznych wymianach elit co 4 lata i budowania co chwilę kraju od nowa? Czy może padną trupy, a nasz kraj stanie się drugą Ukrainą podzieloną między dwie partie, co otworzyło drogę wschodniemu sąsiadowi do wyzwalania? Nawiasem mówiąc, tu przyda się cytat prof. Sławomira Godka „Rosja od 250 lat nic innego nie robi, tylko wyzwala innych”. (Victorski wracaj, bo się już zapędziłeś! ) Ok, ok. Wizja wojny domowej wydaje się na dziś nieprawdopodobna… ale nawet teraz nie brakuje ludzi, którzy chętnie wystrzelaliby drugą stronę. Nawet teraz cały konflikt oparty jest na pogardzie i nienawiści. Nawet teraz zbyt wiele osób ma interes w tym, aby skłócić ze sobą naród. Co najważniejsze – nawet teraz gra trupami już jest na porządku dziennym. Obejrzyjcie „Smoleńsk”, popatrzcie na nastroje wokół filmu oraz katastrofy – z pewnością zrozumiecie.

Jeśli chcesz uniknąć nakręcania spirali, moja propozycja jest taka – wyciągnij rękę do lewaka ( także kodowca, jak i pisowca), prawaka, wypij z nim wódkę, a gdy nadejdą wybory – zagłosuj. Na co chcesz, byle nie POPiSy.