Kulturalnie, bez alkoholu, bez niedopałków…

Maj. Początek maja. Majówka. Dla większości z Was ulubione kilka, a przy umiejętnym dołożeniu sobie urlopu/wagarów kilkanaście dni w całym roku, czemu trudno się dziwić. Jest wiosna, początek sezonu imprezowo-grillowego z juwenaliami i bardzo dużą ilością obchodzonych z powodu dobrej pogody urodzin na czele (w tym Waszego idola, którego właśnie z namiętnością czytacie).

Moim – oczywiście bardzo skromnym, obiektywnym i kompletnie bezstronnym (bardzo proszę nie czepiać się, że masło maślane, jakoś podbić liczbę słów muszę) zdaniem, „Typowy Polak” nie jest przystosowany do wyjazdów na narty, nad morze, na Grenlandię, do Egiptu, Rumunii czy innego Kazachstanu  podczas wolnych dni letnich czy zimowych. Najlepiej odpoczywa mu się po zakończeniu wrednej, denerwującej i mrożnej zimy, na świeżym powietrzu. Nieważne gdzie – może być to działka, park, okolice rzeki, albo stadion piłkarski (chociaż ta ostatnia opcja może być ponownie ograniczona dla mieszkańców Warszawy dzięki wojewodzie…ale nie o tym ten wpis. Sprawdź sobie sam, leniu śmierdzący). Zostawia za sobą raj dla miłośników trunków w rodzaju jabola, dykty lub Błękitu Paryża, czyli ogromne ilości złomu i butelek (najczęściej zwrotnych – i to dosłownie). Czasem jeszcze zdarza się upiększenie podłoża niedopałkami wszelkich papierosów. Samo życie.

Początek maja jest też okazją do świętowania – i to bardzo intensywnego. Można wręcz powiedzieć, że dla każdego coś miłego. 1 maja Święto Pracy, dzień póżniej mamy święto najnowsze, czyli Dzień Flagi…a kończymy wszystko świętem Konstytucji 3 maja. Dzięki Bo…no dobra, tu nie jest na miejscu Bóg – dzięki zmianie ustroju, nie mamy obowiązku uczestniczenia w pochodach pierwszomajowych, w zamian dostajemy pompatyczne obchodzenie Konstytucji 3 maja. Jak to w naszej historii bywa – świętujemy powstanie legendarnej „pierwszej w Europie, a drugiej na świecie i to tuż po JuŁeSej” Konstytucji, która na dobre nie weszła w życie, więc o jej skuteczności oraz słuszności zamierzeń nie możemy powiedzieć niemal nic, no ale przecież…powstała. Jak to mówią, każda okazja do opijania i wolnego jest dobra. Prawie jak w sucharze o urodzinach Ani ( Pijemy, bo dziś urodziny Ani – ani moje, ani Twoje).

Ech, i znów dała o sobie znać chęć popisania się wiadomościami historycznymi i tradycyjny pesymizm połączony z cynizmem związanym z obchodzeniem polskich świąt narodowych. A przecież nic Was to nie obchodzi – cieszycie się tylko z tego, że macie wolne, możecie się upić w trupa kilka dni z rzędu na świeżym powietrzu, a co najważniejsze cycki (wersja dla miłośników kobiet) lub mięśnie (wersja dla miłośniczek mężczyzn) wychodzą z ukrycia.

I co świntuszki…powiecie, że to nie jest głównym powodem Waszej radości? ;)