Nie wszyscy mamy problem z ubraniami ;)


Wielu z nas, żyjąc w obecnym świecie zadaje sobie jedno, bardzo ważne pytanie – czy bycie przynajmniej osobą przeciętnie inteligentną jest opłacalne? Bo jest bardzo prawdopodobne, że łatwiej byłoby toczyć żywot stereotypowego dresa lub jego opalonej konkubiny/dziewczyny/żony. Przedstawiając męską wersję jego żywota (płeć piękna może lekko sobie pozmieniać w myślach), w okresie dzieciństwa odchodzą stresy szkolne, bo i tak pójdziemy do zawodówki, w międzyczasie zapoznając się bliżej z programem poszczególnych klas gimbazy. Za niepowodzenia można obwiniać spokojnie Policję i głosić hasła JPna100.

Po osiągnięciu dorosłości pracujemy fizycznie określoną ilość godzin, po czym udajemy się do swojej lubej i naszej gromadki dzieci którą rozpoczeliśmy tworzyć w wieku 17 lat. No, chyba że wolimy inną „ścieżkę” latając po dyskotekach i zapylając po kolei chętne i pijane panny(pamiętaj, w gumce niewygodnie a poszaleć trzeba). Legalną pracę uniemożliwiają alimenty, ale kto powiedział że trzeba płacić na te bachory? Kolega załatwi na czarno, i lecimy dalej w densa na wiejskiej dyskotece w sobotę! Tym razem winna niepowodzeniom jest płeć przeciwna, PO/PiS (zależy która papka propagandowa bardziej Ci pasuje) oraz te „bogacze”.

Konkubina, trunki wszelakie, lokal socjalny, Mietek, Mirek, telewizja. Tak można w skrócie opisać życie w póżniejszym wieku naszego bohatera. Żyje mu się całkiem wygodnie dzięki zasiłkom na dzieci, ewentualnie zawsze można wziąć u pani Grażynki z monopolowego na kreskę. Państwo socjalne zapewni pijackie eldorado naszego sympatycznego przyjaciela. Całe dnie spędza na dysputach z przyjaciółmi, i narzekaniu na cały system który nie pozwolił mu się wybić i spowodował, że pije tanie wina zamiast podbijać świat! W końcu nasz bohater umiera z przepicia, lub po chorobach alkoholowych.

Nie chcielibyście tak przeżyć życia? Skoro mamy państwo jakie mamy…to nie opłaca się go zmieniać, tylko dostosować się do warunków socjalnych, aby być szczęśliwym? W większości ten los spotyka jednak ludzi mało inteligentnych…albo wręcz przeciwnie. Co jakiś czas przewija się w mediach jakiś reportaż na temat upadłego prawnika/profesora, który świadomie uciekł od pracy i wyścigu szczurów, żeby żyć na ulicy i cieszyć się wszystkim.

Im mniej mamy, tym mniej oczekujemy. Nasza mentalność jest zbudowana przez kult pieniądza i niewielka część społeczeństwa będzie nieziemsko szczęśliwa mając tylko minimum potrzebne do przeżycia. Jedzenie, picie i ciepły kąt już nie wystarczy – szukamy wciąż nowych wrażeń, doznań, chcemy mieć coraz więcej i więcej. Ale czy z pewnością ludzie, którzy dokonali tak wiele są szczęśliwsi niż ludzie znajdujący się na dole piramidy społecznej? Tak, każdy przypadek jest inny. Ale mimo narzekań na wszystko, osoby biedniejsze bardziej cieszą się życiem, i mniejszą ilością ograniczeń i problemów. Beztroskie życie. Idealna utopia, która daje prawdziwą wolność i szczęście, a potem wciąga i zabija…ale czy nie jest tego warta?

Tradycyjnie jednak zmuszę Ciebie do myślenia, każąc Ci o tym zdecydować samemu. I tradycyjnie nie zmienisz swojego światopoglądu ani o cal. I z tego się cieszę, ktoś musi mnie utrzymywać w państwie socjalnym znanym jako Polska, gdybym chciał to zrealizować ;)