Stare, dobre czasy… prawda? ;)

Screenshot_1

 

 

Tradycyjnie informuję na początku, że cały wpis będzie na temat piłki nożnej. Jak masz dość tego syfu, to nie czytaj – inaczej „bul dupy” jest pewny. Pozdrawiam.

Na początek mała lekcja historii i porównanie sezonów 1993 i 2015:

1993:
- Ostatnia kolejka, Legia i ŁKS mają punkt przewagi nad Lechem
- Lech remisuje z Widzewem 3:3 u siebie, Legia wygrywa 6:0 na wyjeździe z grającą o nic Wisłą i zdobywa mistrza, ŁKS wygrywa 7:1 u siebie z już zdegradowaną Olimpią
- Wisła i Olimpia… cóż, nie umierają zbytnio na boisku. Ale chociaż biegają (click).
- Kibice Wisły skandują „Złodzieje” i „Wisełko podziel się z nami”
- PZPN odbiera mistrza Legii (stosunkiem głosów 5:4, „za” głównie ludzie ze Śląska) mimo braku dowodów, Legia nie może grać w Europejskich Pucharach

2015:
- Przedostatnia kolejka, Lech ma punkt przewagi nad Legią
- Legia remisuje z Lechią 0:0 na wyjeździe, Lech wygrywa 6:1 na wyjeżdzie z grającym w teorii o europejskie puchary Górnikiem i zdobywa 3 punkty przewagi przed ostatnią kolejką
- Górnik… cóż, nie umiera zbytnio na boisku. Nawet nie chce mu się biegać (click).
- Kibice Górnika skandują „Jak wygracie, wpier… macie” i „Mistrz, mistrz, Kolejorz”
- To co, odbieramy tytuł Lechowi?

Bycie słabym to nie wstyd, nie ma ludzi idealnych w każdej dziedzinie. Fakt, że jeśli jesteś słaby w swoim zawodzie to nie jest to dobry prognostyk na przyszłość, ale możesz nadrabiać zawsze zaangażowaniem i wolą walki. Zwłaszcza na takim poziomie, który jest wymagany w polskiej „Ekstraklasie”. Wstydem jest bycie nieuczciwym oraz oszukiwanie kibiców, którzy przyszli na mecz lub oglądają go w telewizji i liczą (no, poza tymi z Górnika) na uczciwy wynik. Nie ukrywajmy, zarówno Legia ( tylko 56 punktów w rundzie zasadniczej), jak i Lech (jeszcze mniej, bo 54) byliby jednymi ze słabszych mistrzów w historii naszej ligi. Ale przynajmniej w takim razie chciałbym, aby tytuł mistrza zdobyła drużyna uczciwa – ale jak to bywa, moje chęci nie zawsze kończą się w ramach zasady „chcieć to móc”.

Nie ukrywajmy, promowanie Lecha (bo trzeci triumf z rzędu byłby nie na ręke Ekstraklasie i jej klubom) trwało już od dłuższego czasu… i albo jakiś piłkarz Błękitnych wylatuje za nic w 30 minucie, gdy prowadzą 1:0, albo Paixao przez nikogo nie dotknięty powoduje drugą żółtą dla piłkarza Legii (1:1), a to Kownacki wali gola z metrowego spalonego (1:3), lub Łukasik dostaje jedynie żółtą za wślizg wyprostowaną nogą na wysokości kolana Jodłowca (0:0). Same przypadki, co poradzić.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie uważam że wszystko jest winą „kondominium poznańsko-pzpnowskiego pod sędziowskim zarządem powierniczym”, bo i Legia grała… zwyczajnie słabo. Brak woli walki, złe decyzje personalne ( SAganowski, Żyro, Kucharczyk ), oraz chaos w obronie spowodował to, że trzeciego triumfu nie będzie. Cóż, czas na kolejne czystki i wzmocnienia, bo z tej mąki to już raczej żadnego chleba nie będzie, najwyżej zakalec – który już jest serwowany za ogromne pieniądze kibicom Legii. A mocna Legia to też mocna Ekstraklasa, bo właściwie tylko ten klub w ostatnim czasie zdobywa nam punkty w europejskich pucharach.

Wracając do przedostatniej kolejki… cóż, kibice i piłkarze Górnika zaprezentowali tak zwaną „mentalność dziwki”, prezentując taki poziom fair play w meczach decydujących o mistrzostwo. Kibice zaprezentowali piękną radość po kolejnych przez swój zespół straconych golach i wygwizdując młodego strzelca bramki dla Górnika… Piłkarze zaś popisali się tym, jak można ostentacyjnie stać w polu karnym przy atakach Lecha, zwłaszcza odsuwając się od zawodnika drużyny przeciwnej z piłką. Możecie to uważać za „bul dupy”, ale ja nigdy bym nie popierał takiego dziwkarstwa, aby mój klub oddawał w taki sposób punkty, by inna drużyna nie zdobyła mistrza. Ale jak widać, nienawiść ponad zasady i honor. Taki wynik dziwi też, biorąc pod uwagę istniejące jednak szanse Górnika na europejskie puchary przed 36. kolejką, więc w teorii zawodnicy tego klubu mieli o co grać, w przeciwieństwie do grającej o nic w 1993 roku Wisły, która jednak wykrzesała siebie w polu karnym nieco więcej ikry. Nikt za ręke nikogo podobnie jak w 1993 nie złapie, wszak faktury VAT na korupcję nie są wystawiane, a swój swego nie wyda – więc nie dowiemy się, czy mecz został odpuszczony „bo tak”, czy zwyczajnie sprzedany. Chyba, że ktoś po 20-30 latach opisze to w swoich wspomnieniach z kariery piłkarskiej ;)

Oczywiście, nie jest winą obecnego Lecha że Górnik odgrywał kabaret, tak jak nie było winą Legii w 1993, że Wisła była zwyczajnie słaba i nie potrafiła lub nie chciała postawić się warszawskiej drużynie. Bo co mieli zrobić zawodnicy tych drużyn? Położyć się i powiedzieć „Gracie piach, nie strzelamy Wam”? Nie, zrobili to co powinni – grali swoje i walili gole. Efekt był taki, że Legii odebrano mistrza właśnie za grę fair play, a punktowo w następnym sezonie dostali taką samą karę co Wisła (oraz ŁKS i Olimpia). Skrajna niesprawiedliwość, która może być wyrównana na dwa sposoby – albo oddajemy mistrza w 1993 Legii, albo zabieramy mistrza z 2015 Lechowi. Sytuacja niemal bliźniaczo ta sama, czyż nie? Chociaż lepiej zabrzmiałoby tu stwierdzenie „bliźniaczo obrzydliwa”. Bo jest to zabójstwo wszelkiej uczciwości i radości z futbolu…

A w ostatniej kolejce Górnik i jego kibice jadą na stadion Legii…  Wszystkim delikatnym radzę się odsunąć daleko od Łazienkowskiej 3 i telewizorów, bo szykuje się festiwal (w sumie zasłużonych) przekleństw w stronę ustawiaczy ze Śląska, a poezja renesansowa z podziałem na role czytana raczej nie będzie. Bluzgi na PZPN oraz zadyma też jest w tym przypadku bardzo, bardzo prawdopodobna. Będzie się działo.