I kto jest debeściak? Wygrany jest debeściak. ;)

Życie to nie je bajka, jak wszyscy dobrze wiecie opiera już od czasów pierwotnych na współzawodnictwie. Wcześniej walczono o miejsce w stadzie, jedzenie, tereny na których można łowić/polować. Czasy się zmieniły, metody walki również…ale dalej każdy z nas jest zmuszony do współzawodnictwa z innymi ludźmi o niemal wszystko – o pracę, o oceny, o względy innych osób (najczęściej tych płci przeciwnej), o pieniądze, o zachowanie komórki po spotkaniu z miłymi panami w dresach.

Każdy z nas jest indywidualistą, a nasza współpraca w grupie ma sens tylko wtedy, gdy wspólny cel jest w interesie każdego jej członka – w innym wypadku niemal pewne są rozłamy, kłótnie, fochy i inne zdarzenia, które sprawiają że społeczeństwo oparte na zgodnej współpracy jest możliwe jedynie w utopijnych wyobrażeniach. Prawdopodobnie znacie powiedzenie „zwycięzcy piszą historię”.

Tylko zwycięzca ma profit z rywalizacji – dotyczy to każdej okazji do współzawodnictwa, zarówno indywidualnego, jak i grupy połączonej określonym wspólnym celem. Dwóch przedstawicieli płci męskiej walczy o kobietę. Jeden ją zdobywa, i „korzysta” z przywilejów przysługujących mu ze związku z nią, a drugiemu pozostaje dalsze działanie na własną ręke.

Z innej beczki, osoby interesujące się chociaż trochę sportem znają przypadki pomyłek sędziów, przez które jedna z drużyn traci cenne punkty. Głośno było ostatnio o meczu Wisły Kraków z Legią Warszawa, który zakończył się wynikiem 1:2, podczas gdy pierwszy gol dla Legii padł po ewidentnym błędzie sędziego, który stojąc tuż przy linii końcowej nie zauważył tego, że piłka znalazła się poza boiskiem. Ale…co z tego? Błąd ewidentny, zdarzyć się nie powinien – ale to Legia wygrała, i ma 3 punkty. Wynik poszedł w świat.

Cóż, w Polsce trudno dostać się do okulisty…

Odchodząc od sportu – czy nie ciekawił Was nigdy fakt, że kult Stalina w Rosji jest wciąż żywy nawet wśród mainstreamowych mediów i nawet Putin nie krytykuje „sympatycznego” pana z wąsami, podczas gdy polityk popierający Hitlera w Niemczech nie zdobyłby żadnego poparcia poza grupką neonazistów, a jego kariera byłaby zakończona? A przecież porównując tych panów – Stalin zabijał głównie Rosjan (przy liczbie zabitych Rosjan, Polacy i Niemcy to pryszcz), dzięki kolektywizacji wybuchł Wielki Głód na Ukrainie, a  kołchozy i sowchozy doprowadziły gospodarkę do całkowitej zapaści – produkcja zboża jeszcze po II wojnie światowej była niższa niż za czasów caratu. Całkowita liczba ofiar w czasach stalinizmu waha się od 25 do 60 mln ludzi…

Hitler odbudował produkcję i gospodarkę niemiecką po I wojnie światowej, a jednym z przykładów rozwoju III Rzeszy jest jedna z niewielu autostrad na terenie Polski – A6 ze Szczecina do Berlina z…1936 roku. Był zbrodniarzem, tak jak Stalin – ale zabijał głównie przedstawicieli innych narodów. Niemcy, jeśli nie byli komunistami lub nie brali udziału w ruchu oporu mogli czuć się względnie bezpiecznie. Liczba ofiar wynosi 10-20 milionów ludzi.

Najważniejsza różnica? To Stalin wygrał wojnę z Hitlerem.

Nie jest ważne, jak zwyciężycie…ważny jest sam fakt zwycięstwa. Zwycięzców się nie ocenia, zwycięzca zgarnia wszystko. Świat jest brutalny, czy nam się to podoba, czy nie…