Oto jest pytanie. Na które Wam odpowiem.

Politycznie się ostatnio zrobiło w naszym kraju, nie zmieniły tego nawet dość promowane sukcesy Legii w Lidze Europejskiej, oraz Polski na arenie międzynarodowej. Cóż, jesień w naszym kraju oznacza Marsz Niepodległości (na którym ostatecznie nie byłem… i chyba zbyt wiele nie straciłem. Tęcza jeszcze stoi, a gaz już kilka razy w swoim krótkim życiu wdychałem. ) oraz wszelkie wybory. W tym roku gratis mieliśmy także aferę samolotową, lecz ona nie wpłynęła zbytnio na moje życie. To, że nasi politycy kolokwialnie mówiąc „robią wiochę”, gdy trzeba się oderwać od ziemi wiemy od czasów Rokity i Protasiewicza, a że przy tym kradną…
Chyba łatwo się domyślić, że nie takie pieniądze już ukradli, a osobiście sądze ,że tutaj bliżej nam do oligarchów i Janukowycza na Ukrainie z miliardowymi aktywami, niż do (nomen omen, socjalistycznej z niskim podatkami dla „kapitalistów”) Szwecji gdzie kiedyś była afera zakończona odwołaniem ówczesnej wicepremier związana z kupieniem ze służbowej karty… batonu, pieluch i papierosów. W sumie niezła kombinacja, typowa „nowoczesna” mama. A można było wysłać BOR ;)

Ok, obiecałem że odpowiem na pytanie zadane na początku. Pytanie wulgarne, ale chyba dobrze pokazujące obecny stan państwa. Co musi zrobić władza, aby były protesty? Dobrać się do wartości i rzeczy, które są dla „lemingów” i reszty społeczeństwa ważne. I to nasz wyśmienity rząd PO-PSL wie doskonale po lekcji na temat ACTA, gdzie wszystkich zaskoczyła masowość akcji mającej uchronić Internet i internautów przed „inwigilacją” i utratą „ich stylu życia”.

Dawno, dawno temu ludzie pracowali, pracowali, i jeszcze raz pracowali. Po pracy nie mieli komputerów, telewizji, smartfonów i innych pierdół – dlatego zajmowali się swoim życiem. Grali w karty, rozmawiali o wszystkim z szerokim gronem przyjaciół – a co z tego najczęściej wynika, dowiadywali się różnych rzeczy i póżniej walczyli o swoje. Stary mechanizm, kilka osób od nas pójdzie na demonstracje, to i my pójdziemy. Mają dość PRL i głosują na Solidarność, to i ja zagłosuję. Wiadomo, człowiek to w jakiejś formie istota społeczna, więc na dłuższą metę przełamią swoje wrodzone lenistwo i zamiast siedzieć samemu w domu wyjdą gdziekolwiek, gdzie są ich znajomi. Nie ma w tym wielkiej filozofii.

Jak jest teraz? Wracamy ze szkoły/uczelni/pracy, i możemy zobaczyć lub usłyszeć ludzi używając jednego przycisku. W telewizji dowiemy się, że Ci protestujący to w ogóle robią hałas nie-wiadomo-o-co, na Marszu Niepodległości zadymiarze walczą właściwie-nie-wiadomo-z-kim-i-o-co, a chodzi o spalenie pięknej Tęczy i porzucanie kostką brukową w policję, dług publiczny to nic złego, a podniesienie wieku emerytalnego to jedyny możliwy krok, który krytykują Ci źli zadymiarze z lewa i prawa! Fuj! Fuj!

Nie musimy nigdzie wychodzić, aby porozmwiać z ludźmi. Nie musimy kupować gazet, aby znać wyniki sportowe / znać kanon mody / dowiedzieć się kto z kim śpi w show-biznesie. Ogólnie nic już nie musimy, aby utrzymać jakieś relacje z ludźmi. Nie musimy się przejmować długiem publicznym – bo teraz to nas bezpośrednio nie boli. Wiek emerytalny? Młodsi mają to jeszcze gdzieś, starsi się załapią na podwyższenie o rok-dwa, czyli „da się przeżyć”. Zostając przy starszych, trzeba zwrócić uwagę, że dla nich przeskok z PRL do III RP to ogromny progres w kwestiach zarówno wolności, jak i gospodarki – dlatego w większości boją się zmian, krytykując wszystkie inicjatywy z lewej czy prawej strony sceny politycznej (pożyteczne, jak i mniej pożyteczne). Dodatkowo wiedzą, że zaraz ktoś będzie musiał zarobić na ich emerytury, co w porównaniu z niżem demograficznym oznacza wykończenie gospodarki oraz dzieci ich potrzebami socjalnymi, bo obecny system sprawia iż sami na swoje emerytury nie zarobili. Młodzi? Jest ich zbyt mało, są w dużej mierze sterowani przez pokolenie „rodziców i dziadków”, a sami nie potrafią się zorganizować, jeśli sprawa nie dotyczy bezpośrednio ich trybu życia, jak to było w przypadku ACTA.

Poza ACTA jedynym wyjątkiem, gdzie „młode pokolenie” może się zorganizować jest Marsz Niepodległości, który swoją sytuację zawdzięczał głównie dacie (dzień wolny, każdy ma możliwość przybyć), Jednak krecią robotę wykonuje tutaj Ruch Narodowy, który zmienia marsz „patriotyczny”, z czym zgodzić się może wiele młodych osób na „narodowy”, co dla większości jest anachronizmem, a poglądy tej partii są najczęściej dla młodych zupełnie nie do przyjęcia. Do tego kilka kostek brukowych i „zamawiających pięć piw” młodzieńców pokazanych w gazetach oraz telewizji, i jak to powiedziałby pewien znany i lubiany polski gangster Stefan „Siara” Siarzewski, „cały mysternyj plan też w pizdu”.

Jak można zauważyć, rządzący grają w wypadkach każdego kolejnego protestu jedną kartą z napisem „przeczekaj”. Nieważne, czy to afera Amber Gold, czy afera podsłuchowa, czy tak jak teraz afera związana z wyborami i cudownym (oczywiście jak woda z Lichenia) wynikiem PSL. Metoda dość skuteczna, bo żaden ruch nie jest w stanie wyzwolić energii tak znaczącej, jak miało to miejsce na Majdanie. Postoją, pokrzyczą, dostaną pałami i pójdą. A dopóki nie poświęcą smartfonów i czasu na to, by trochę pokoczować w namiotach – będzie z tego chuj, dupa, kamieni kupa.

I dlatego w tym kraju nic już się nie zmieni.