Then. Now. Forever.

czas_pokaze

Czas na pierwszy wpis na tym blogu w nowym, 2015 roku. Brzmi to dość pretensjonalnie, biorąc pod uwagę iż mamy środek kwietnia… ale brakowało mi na wpisy tutaj albo czasu (mimo klasycznego „op***dalania się”), albo motywacji (mimo kilku osób mnie o wpis od jakiegoś czasu męczących), albo odpowiedniego tematu. Głównie dwóch pierwszych, wszak na świecie jest dość ciekawie: mieliśmy wszelkie protesty i blokady, mieliśmy kolejne akty wojny na Ukrainie, zniknięcie Putina, kampanię prezydencką, trzeci sezon Warsaw Shore, nową partię „Krula” oraz Legię w Lidze Europy. Nic nowego tutaj nie wniosę, zresztą nawet nie mam na to dzisiaj zbytniej ochoty.

Od kiedy pamiętam, w okresie między świętami bożonarodzeniowymi i wielkanocnymi, mój mózg oraz ciało przechodziły w tak zwaną zamułę. Tym razem połączyła się ona z miesiącem wyjętym „z życia” jeszcze bardziej niż zwykle, w trakcie którego poznawałem tajniki radzenia sobie z sześcioma egzaminami w ciągu tygodnia, oraz zabawą z ustnymi zaliczeniami ćwiczeń – efekt o dziwo był dość pozytywny, po sesji byłem ku swojemu zdziwieniu wypoczęty i chętny na dalszą pracę nad sobą. Głównie fizyczną, ze względu na fakt „zasiedzenia się” oraz przyrostu obwodu w pasie – niestety kosztem tego z bicepsów. I tutaj dochodzimy do głównego tematu tego wpisu, którym będzie zmienianie się ludzi z upływem czasu, biorąc pod uwagę… brak tego czasu.

Truizm, prawda? Ostrzegałem, że nic nowego tutaj nie wniosę, więc wstrzymajcie konie hejtingu. Wracając do tematu, Victorski uznał, iż musi coś ze sobą zrobić – najlepiej łącząc to z dość zaniedbanymi w czasie sesji kontaktami międzyludzkimi. Najpierw pomysłem było tradycyjne „haratanie w gałę”, ale mimo entuzjastycznych reakcji na pomysł, gdy trzeba było wymyślić jakiś termin, pojawiały się schody. Jak łatwo przewidzieć, po kilku nieudanych próbach zebrania chociaż ośmiu-dziesięciu ludzi sobie odpuściłem. Nie to nie, na siłę nikogo nie wyciągnę. Póżniej pojawił się pomysł siłowni, czego plusem jest lepsza sylwetka (hello, lato się zbliża! ) oraz mniejsza liczba potrzebnych osób. Poza kilkoma wypadami nic z tego nie wyszło, kolejne narzekania i dalej nic. Co ciekawe, z wyciągnięciem kogokolwiek na piwo/imprezę większego problemu nie ma – ludzie się zmieniają, więc…

Efekt jest tego taki, że po raz pierwszy od dłuższego czasu zacząłem tęsknić za czasami dzieciństwa. Czasami, gdy wyjścia na boisko nie trzeba było uzgadniać z marudami, które mają na głowie naukę, studia, dodatkowe prace oraz rodzinę (ha, znaleźli się już i tacy). Aby nie wyszło to na utyskiwanie na oczywistości, muszę odpalić moją wrodzoną ironię i zauważyć, że brzuszek wyżej wspomnianym zaokrągla się w jeszcze szybszym tempie niż mój. Taki jest koszt życia w XXI wieku, oraz rozprzestrzeniania się „chorób cywilizacyjnych”, których jeszcze sto lat temu nie było. Przykre jednak będzie to, że ilość czasu im się nie zwiększy – miejsce czasu poświęconego na pracę lub oglądanie kolejnych serii seriali zajmie czas spędzony we wszelkiego rodzaju przychodniach, szpitalach oraz innych miejscach leczenia chorób. Swoich, i swoich ziomków, tudzież potomków.

Wolny człowiek zawsze sobie jakoś poradzi. Do biegania mimo tego, że staje się dla mnie nudne pomimo muzyki średnio po 10 minutach ekipy nie potrzeba, a pograć w piłkę można i wirtualnie, trenując palce ( z czego ucieszy się dziewczyna, if you know what i mean) oraz umiejętności kłótni i perswazji ( spiny z gimbusami są bardzo popularne). Jeśli chcesz dołączyć jednak do lepszego sposobu życia, serdecznie zapraszam! Większość z Was jest w wieku 16-25, czyli ostatni dzwonek aby nacieszyć się własnym życiem. Póżniej już naprawdę nie będzie czasu, teraz jeszcze mamy na to wpływ.

Jak mówi klasyk z filmu animowanego – „Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!”