They see me rollin’…   They hatin’…

Trasa-przejazdu-Nocnych-Wilkow

Chłopaki to są w agencji, a my jesteśmy Nocne Wilki. Ten temat rozgrzewa media, co w sumie dość mocno mnie dziwi, gdyż jesteśmy w momencie, którego „sezonem ogórkowym” nazwać nie można, a tematy „z niczego” nie są potrzebne – jest o czym pisać. Kampania prezydencka trwa w najlepsze, wydarzeń sportowych sporo (szkoda, że Atletico dając sobie strzelić bramkę zepsuło mi kupon za 500 złotych), nawet obudzili się po śnie zimowym związkowcy (tradycyjnie zachowując się jak hołota z wuwuzelami i głośnikami), którzy znowu zawitali do Warszawy, przy okazji ją blokując swoją epicką wizją protestu „gwiazdkowego”, czyli kilku marszów schodzących się w jednym miejscu – dzięki czemu stałem się zwolennikiem strzelania do takich „rabusiów”.

To jednak nie jest zbyt ważne dla mediów kojarzonych z partiami obecnie będącymi w sejmie i tabloidami (ale akurat im się nie dziwie, na tym trzepią hajsy), w efekcie pół Polski zainteresowało się przejazdem przez Polskę ( jak widać na mapie) motocyklistów kojarzonych z nacjonalistami popierającymi aneksję Krymu i Putina. Co z tego, że robią to po raz trzeci, co z tego że nasz Rajd Katyński od kilkunastu lat robi dokładnie to samo na ich terytorium? Ktoś uznał (w sumie ciekawe czy nasi, czy Rosjanie), że należy nagłośnić sprawę – bo klub motocyklowy liczący około 200 członków może narobić prowokacji, albo zająć w zielonych przebraniach jakieś miasto! Oczywiście poza Radomiem, bo ten oddalibyśmy za darmo i z pocałowaniem ręki… ale wróćmy do tematu. Generalnie rzecz biorąc, mam głęboko gdzieś, czy oni sobie przez Polskę przejadą, czy nie.

Ludzie codziennie jeżdzą przez nasze terytorium indywidualnie lub grupowo, co moim zdaniem wcale nie jest logicznym powodem do zawracania dupy, ba… dla mnie jest to zjawiskiem pozytywnym. Skoro „Nocne Wilki” planują być na naszym terytorium około 36-48 godzin, to logiczne jest, że muszą gdzieś spać, coś zjeść, i jakoś zatankować swoje mechaniczne rumaki. Zyskuje na tym właściciel pola namiotowego/hotelu, sklepu, stacji benzynowej… ewentualnie też lokalnych „tirówek” stojących przy naszych wspaniałych autostradach. Ale to mogę odliczyć, bo przez „cnotliwość” niektórych (p)osłów ta działalność nie jest opodatkowana.

Jak wywnioskuje nawet idiota, obecność 200 chłopa na naszym terenie się nam opłaci. Zdecydowanie bardziej od „stawania okoniem”, kolejnych starć ze wschodnim sąsiadem – do bicia którego poza nami i małymi państwami bałtyckimi specjalnie nikt się nie kwapi. Ukrainy nie liczę, bo oni zawsze byli chorągiewkami które obracały się w zależności od kierunku wiatru. Założyłbym się, że oddaliby Donbas i Krym za np. Rzeszów i Zamość, taka mentalność. W sumie… szkoda, że kazano im oddać poradzieckie atomówki, wtedy dopiero zobaczylibyśmy do czego są zdolni.

Na koniec wątek fantastyczny, czyli co powinna zrobić Polska? Przywitać ich jak najlepiej, aby nie było pretekstu do zaogniania stosunków – a może byłby to mały krok naprzód, który ściągnąłby z nas opinię „wiecznie marudzących na Ruskich”. Oczywiście dyskretnie należałoby obserwować tą grupę, żeby nie było prowokacji na terenie naszego państwa, ale większej spiny tu nie powinno być. Kluby motocyklowe nie składają się zwykle ze „świętoszków” i członków lokalnych kółek różańcowych, ale zatrzymywanie ludzi na granicy bez powodu sprawiłoby, że przestalibyśmy działać zgodnie z prawem i stracilibyśmy po raz kolejny twarz na arenie międzynarodowej, o czym zgodnie trąbią specjaliści.

A co najlepsze… kibiców przetrzymują przy okazji wyjazdów na mecze ligowe po kilka godzin w lesie, ale nikt (zwłaszcza Ci „specjaliści) o tym nie mówi. Może trzeba przyjąć obywatelstwo rosyjskie, aby ktoś się zaczął z Tobą liczyć?