Cytując śmieszków: „Jak bezbek to usunę”

 

blog1

 

Taki los Victorskiego, że po raz kolejny musi powiedzieć jedno słowo – wykrakałem. W ostatnim wpisie poruszyłem temat aborcji, o którym wypowiedziałem się następująco w kwestii dyskusji towarzyskich: „byle nie doszło do tematu aborcji, akurat tam to już frakcje „Morderstwo” i „Wolna Macica” nie mają opcji kompromisu”.
Teraz pojawia się to nie tylko w kwestii dyskusji towarzyskich, ale również na ulicach. Mimo padającego deszczu, w polskich miastach zgromadziły się ogromne zastępy ludzi płci obojga (co ważne podkreślenia), promując powrót do początków kinematografii, które to prezentowały obrazy w czarno-białych barwach.

Rzecz jasna, w przewadze byli tutaj zwolennicy liberalizacji prawa aborcyjnego. Zarówno na ulicach, co zaskoczeniem w żadnej mierze nie było, jak i wśród moich znajomych, co biorąc pod uwagę zdecydowaną przewagę sił prawicowych gospodarczo (Korwin), lub światopoglądowo (RN, Cookies, PiS itp.) już mnie zaszokowało.


Ewidentnie lansowany przez media temat aborcji przyczynił się do aktywizacji politycznej osób, które… miały wywalone wcześniej na to. Oczywiście, jest to plus, że osoby te odkrywają to, że mają realny wpływ na politykę – oraz polityka ma realny wpływ na nich. Szkoda jedynie, że dzieje się to w tak miałkim i niewiele zmieniającym tak naprawdę temacie.

Dlaczego tak niewiele on zmienia? Bo aborcja w Polsce jest, była i będzie. A jeśli ktoś nie chce robić tego w podziemiu aborcyjnym, to CI ŹLI NIEMIECCY lub słowaccy lekarze z chęcią usuną polskie bezbronne, nienarodzone bobaski.

Piękny temat zastępczy, lecz czemu Ci ludzie nie wychodzą na ulicę z ważnych powodów? Czemu nie obchodzi ich gospodarka, czemu nie obchodzą ich podatki, czemu nie obchodzi ich rozkradanie spółek przez kolejnych nominatów? To są prawdziwe problemy, że okrada się nas z 80% zarobionych pieniędzy, a nie to czy ktoś usunie ciąże w Polsce legalnie, czy nie!

Nie chcę wchodzić tutaj w dyskusję kto ma rację w sprawach aborcyjnych, gdyż nie zależy to od jakiejkolwiek logicznej czy intelektualnej analizy, lecz od systemu wartości, tego czy uważamy iż płód jest człowiekiem lub nie, oraz osobistych przeżyć lub doświadczeń.
Moje zdanie jako „libka” jest raczej oczywiste, tudzież chyba nie muszę go wyjaśniać w tym miejscu – tak samo jak oczywisty jest fakt, iż cała ta aborcyjna impreza jest wywołana przez środowiska, które akurat cierpienia kobiet lub nienarodzonych dzieci/płodów/zarodków (niepotrzebne wykreśl) ma w du… to znaczy w bardzo głębokim poważaniu.

Przenalizujmy to po kolei – wszystko zaczęło się od religijnych fundamentalistów, którzy zapomnieli iż Bóg dał wolną wolę człowiekowi, uznając iż wiedzą lepiej co jest dobre dla 38 mln ludzi w kraju. Ich projekt jest zbyt skrajny nawet dla PiSu, którego prezes Jarosław Kaczyński w gruncie rzeczy nie widzi powodu do zrażania sobie z powodu takiej bzdury wielu ludzi, i o ile w opozycji reakcją jego partii było „bardzo chętnie, poprzemy Was przeciw złej i bezbożnej PO„, to teraz wcale taki chętny na inby nie jest, czekając na wyklarowanie się sytuacji.
Dlaczego czeka? Gdyż kapitał postanowiła „w obronie kobiet” zbić skrajnie lewicowa Partia Razem, o której było cichutko (na jej szczęście, bo poglądy gospodarcze to ma utopijne i szkodliwe), podłącza się pod nią przegrane SLD i TR, a żeby panteon „gwiazd polskiej polityki” uzupełnić mamy także NowoczesnąPO.

Za dołączenie się tych dwóch ostatnich partii powinienem serdecznie podziękować, bo są one źródłem nieustajającej beki. Najpierw była ministra Mucha mówi o zmianie prawa aborcyjnego, lecz dopiero gdy jej partia dojdzie do władzy (co musiało się spotkać z rechotem uczestniczek, bo w latach 2007-2015 chyba sam PSL rządził), a póżniej pomyłka freudowska posłanki Nowoczesnej, która krzyknęła „Dość dyktatury kobiet”.

Nie ukrywam, że patrząc na dokonania Szydło, Kopacz, Merkel lub poziomu merytorycznego polskich feministek, które nawet dyskusję światopoglądową potrafią sprowadzić do „wojny płci”, niewątpliwie ten postulat popieram. Powiem nawet ostrzej – jak patrzę, w jaki sposób kapitał próbują zbić co bardziej radykalne Panie, i jak kłóci się to z logiką… pozwolę sobie postawić tezę, iż aborcję to one miały niejedną. Z czego któraś musiała dotyczyć mózgu.

My tu gadu-gadu, trochę poobrażałem, trochę pośmieszkowałem, trochę faktów ukazałem… a cały ten bzdurny protest i dyskusja dotyczy tego, czy wyciągać kilka milimetrów, z którego może się narodzić człowiek z macicy, czy nie.
Naprawdę nie ma ważniejszych problemów? Nie ma dyskusji nad tym, co dzieje się wokół Planu Morawieckiego, który będzie miał ogromny wpływ na portfele każdego z nas? Nie ma dyskusji nad tym, co może się stać po wprowadzeniu TTIP i CETA, jak przebiegają negocjacje i jak dalece zmieni to przyszłość wielu firm? Komu zależy na przykryciu tematem aborcji spraw, które są istotne dla każdego?

Martwi mnie kondycja tego narodu i to, jak ten naród łatwo może być oszukany. Tysiące ludzi wychodzą na ulicę w sprawie bzdur, a gdy dochodzi do spraw naprawdę istotnych – na ulicy nie pojawia się niemal nikt. Aż prosi się o zacytowanie jednego z haseł Billa Clintona „gospodarka, głupcze”.

I jedynie żal, że trzy partie, które starają się trzymać z daleka od tej całej wrzawy, czyli PSL, Kukiz i Korwin w sondażach mocno tracą. Mimo mojego negatywnego stosunku do dwóch pierwszych, oznacza to iż oddana nam w 1989 demokracja jest dalej fikcją.
Rządzą dalej prostackie emocje, a nie ekonomiczna kalkulacja… więc efekt będzie tego taki: świnie przy korycie będą te same, a kompromis aborcyjny nie zostanie zmieniony.

Czy tak nisko już upadliśmy, aby tak było zawsze?
Quo vadis… Polsko, Europo, Świecie.