You can’t see me? ( Victorski-lingwista)

Ten wpis, który powstał dla pienię…żartuje, jestem za słabym i zbyt mało znanym ( jeśli nie polubiłeś mnie na FB, i nie udostępniasz każdego mojego wpisu to też Twoja zasługa) blogerem, żeby na tym zarabiać – czyli powstał dla zabicia nudy przed snem jest dedykowany wszystkim osobom, które kiedykolwiek mnie zirytowały swoim brakiem odwagi w działaniu, zwłaszcza w kwestiach sercowych lub wypowiedzi publicznych, na czym się tutaj dla uproszczenia Wam i sobie skupię – zwalając to wszystko na mityczną nieśmiałość, która paraliżowała ich działania.

Wiadomo, każdy ma chwile zwątpienia przed „ważnymi” wypowiedziami – rozumiem sytuacje stresowe, nie ma w tym zupełnie nic dziwnego. Ale uciekanie przed tym i usprawiedliwianie się nieśmiałością oznacza tylko jedno. Ta osoba jest tchórzem. Ta osoba nie ma przysłowiowych „jaj”. Ta osoba szuka „kozła ofiarnego” wszystkich swoich wad i problemów. Cała ta nieśmiałość jest bullshitem. W tym momencie połowa z Was klika „x” w prawym górnym rogu i czując się obrażona zamyka kartę/okno z „Blogiem Victorskiego”.

Oczywiście, wiele można o mnie powiedzieć – ale nie jestem zupełnym ignorantem. Zdarzają się autentyczne, i często bardzo poważne lęki przed wypowiedziami publicznymi, lub „zagadywaniem” do osoby, która nam się podoba i którą wyidealizowaliście przez jakiś czas marzenia o niej bez możliwości zderzenia pięknych słów i ideałów ze ścianą o nazwie „Życie realne”. Ale to nie zmienia faktu, że dalej jesteś tchórzem.

Jeśli nie umiesz przełamać chwil zwątpienia, nawet posługując się manipulacją swojego umysłu (przykładowo – przymykając oczy na publicznym wystąpieniu, aby nie widzieć tłumów, lub wyobrażając sobie, że gadamy o słynnej „Dupie Marynie” z kumplem podczas rozmowy z „idealnym partnerem/ką”) to zwyczajnie masz problem ze swoją osobą. Który powinieneś rozwiązać z osobą zajmującą się zawodowo zdrowiem psychicznym takich ludzi, jak Ty. Kim jesteś, jeśli nie stać Ciebie na to? Brawo, mój inteligentny czytelniku. Tchórzem!

Dobra, dobra. Jeśli ten wpis Ciebie dotyczy, to i tak uznasz, że nie jesteś tchórzem. Bo Ty bardzo chętnie byś zagadał, lub poszedł do psychologa – ale mleko stoi na gazie, i parę innych tekstów „Dlaczego nie”. Popatrz na to inaczej…co masz do stracenia w momencie nieudanego podrywu? Jeśli nie sfailujesz tego w wyjątkowo spektakularny sposób, to nic. A do zyskania? Jeśli Ci się uda, oczywiście zwyciężasz ( mruga mi mój poprzedni wpis „Zwycięzca zgarnia wszystko), jeśli nie – to masz wolne serce i możesz szukać dalej. W przypadku wypowiedzi publicznych sprawa jest rozleglejsza, ale z lenistwa dojdę do wniosku, że opanowanie serca i emocji przy takiej okazji z pewnością Ci nie zaszkodzi.

A już z pewnością nie zaszkodzi mnie i Twoim znajomym, którzy byli zmuszani do wysłuchiwania Twoich żali oraz marudzeń o miłości, których nawet nie próbowałeś/aś (jednak u płci piękniejszej potajemna miłość jest częstsza) zrealizować. Więc rusz dupę i zrób coś z „nieśmiałością” !

PS: W poprzednim wpisie było bardzo pozytywnie i tylko lekko ironicznie, więc dzisiaj wyrównuję powstałą nierówność. Wybaczcie – nie mam potrzeby udawania tu kogoś innego, a ukształtowany zostałem na cynika. Sorry Gregory.

PS2: Według wielu z Was jestem też egocentrykiem, więc możecie składać mi (na FB, w komentarzach, gdziekolwiek) już życzenia z okazji dnia osiemnastych urodzin, na które nikt poza moją osobą nie czeka z prostego powodu – bo wypadają w poniedziałek. Wątpie, abym jakiś wpis naskrobał jeszcze przed nimi.