Jakie czasy, taki samiec Alfa…

Tak, wiem…pewnie spodziewaliście się wpisu pod tematem „Miły facet to zły facet”, ale uznałem że należy rozwinąć inną ważną kwestię, którą jedynie szczątkowo opisałem w tekście Bieber to też samiec alfa(kliknij, aby się przenieść). Zresztą, sam tytuł i obrazek świadczy o tym, jacy osobnicy są obecnie uważani za „mężczyzn”, a nawet za „samców alfa”…

Ale po kolei – zacznijmy od tego, że od kilkunastu lat dla mężczyzn nadszedł najgorszy czas od pojawienia się na Ziemi pierwszych ludzi. Atrybuty charakterystyczne dla idealnego samca przez parę milionów lat, czyli siła, charyzma i odwaga zeszły całkowicie na drugi plan ( no, może oprócz sytuacji, gdy uprzejmi panowie w szeleszczących dresach spytają o nasze problemy) ustępując miejsca chytrości, przebiegłości i zdolności wykorzystywania swoich atutów w praktyce. No cóż, biorąc pod uwagę stare przysłowie „Mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta szyją, która nią kręci” możemy zauważyć, że nie są to cechy wykształcone przez tysiące lat u mężczyzn.

Ba! Nawet rola głowy rodziny jest coraz częściej obejmowana przez płeć „piękną”, która korzystając z równouprawnienia i parytetów zmienia stary ład, spychając mężczyzn na dalszy plan…a pomyśleć, że według legendy jeszcze w XI wieku chłop zakładał nieposłusznej żonie chomąto i orał nią pole. Odchodząc od rolnictwa, na nieszczęście dla facetów nie ma już epoki niedźwiedzi i turów, nie ma epoki rycerzy, nie ma nawet epoki dam i gentelmanów, skończyły się nawet czasy mężczyzn „trochę ładniejszych od diabła”.

Ewolucyjny szok, który może się zakończyć tak jak w legendarnym filmie Juliusza Machulskiego „Seksmisja”, czyli jak dobrze pamiętacie świat opanują kobiety, lub… osobniki przebrane za kobiety, co możemy zauważyć już teraz na ulicach. Facet w rurkach (najlepiej czerwonych) na ogolonych i pomarańczowych od solarium nogach, z nieodłączną grzywcią zakrywającą czoło oraz pół twarzy i w pseudogustownym sweterku jeszcze kilkanaście lat temu zostałby uznany za homoseksualistę, i z dużym prawdopodobieństwem na ulicy zostałby przywitany drwiącymi spojrzeniami przechodniów…a może nawet znalazłoby się paru chętnych do „naprostowania ich”, czego jednak nie polecam.

Bo każdy facet ma własną wolę, i każdy facet musi podjąć decyzję czy pójdzie w stronę ewolucji, zaprzeczając dotychczasowym wzorcom męskości, czy stanie na barykadzie z włosami na klacie wystającymi zza koszuli. Tak samo kobieta może uznać rolę faceta jako głowy rodziny, korzystając z niego jako oparcia i mieć poczucie bezpieczeństwa – lub próbować zająć jego miejsce wjeżdzając „z buta” w męskie ego wraz z koleżankami feministkami (co ciekawsze, nie znam żadnej feministki która jest atrakcyjna dla większości facetów. Przypadek? Nie sądze).

Świat pędzi do przodu, to jest pewne. Ale czy nie stoimy nad przepaścią, którą jest równouprawnienie w KAŻDEJ (a jednak nieco się różnimy) dziedzinie życia, a w skrajnym przypadku świat znany z Seksmisji? Odpowiedz sobie sam – bo to pytanie u każdego człowieka da inny wynik…

PS: Wiosna. Wiosna. Prawdziwa wiosna.